piątek, 22 grudnia 2017

Przedświatecznie


Pewnie uwijacie się jak w ukropie co?

U nas na luzie. Wigilia u siostry Mężaha, a ja mam tylko barszczyk na zakwasie zrobić. 
Pierwszy dzień jedziemy do mojej cioci i siostry ciotecznej ponieważ w pierwszej wersji miały być dwie wigilie. Potem siostra cioteczna stwierdziła, że oni jadą na drugi koniec Polski do braciszka ciotecznego ( mojego, a jej rodzonego), a we wtorek zakomunikowała nam, że zapraszają nas do swego domu rodzinnego 80 km od miasta na wigilie bo oni jednak nie jadą. No cóż musieliśmy odmówić, bo jeżdżenie w te i wewte na szybko z Maleńtasem na pokładzie nie należy do tego co tygrysy lubią, a siostrze Mężaha nie odmówimy bo zwyczajnie się z nimi umówiliśmy wcześniej. I takim sposobem u mojej rodzinki zjawimy się pierwszego dnia.

Taki to urok jeżdżonych świąt, że trzeba wszystko skrupulatnie planować, bo zamiast stać nad garami to my tkwimy w aucie w dodatku z dwójka dzieci :)

Jeszcze dzisiaj robiliśmy zakupy na święta. Ludzi opanował jakiś szał zakupowy. Byliśmy zmuszeni na ostatnią chwilę kupić jeszcze trzy prezenty. D Dla chrześniaczki bo może przyjadą, dla synka siostry ciotecznej bo będziemy się widzieli pierwszego dnia no i dziadek nam dał kasę aby kupić coś od niego dla Maleńtasa. Boszz... szał w sklepach. A byliśmy przed południem. Nawet nie chce wiedzieć co działo się po południu bo o 14 jak wyjeżdżaliśmy z miasta to już zaczynało się korkować.

No i mamy też choinkę. Co prawda na razie nieubrana bo Mężah jeszcze dzisiaj zalicza Litwę ( będzie jutro po 20 stej), ale dumnie stoi, a udekorujemy ja jutro. Liczę, że dzieci będą miały dobre humory to barszcz zrobię na spokojnie i nawet tę choinkę ubierzemy... ba nawet poodkurzam i pomyję podłogi, a kto wie może Mimiś będzie miał natchnienie i pomoże posprzątać zabawkowy dobrobyt.

A teraz jako, że notkę napisałam w ratach, popakowałam prezenty, wstawiłam ostatnie przedświąteczne pranie. Idę spać :) znaczy poczytać tzn. skończyć te moja otrzymaną książkę Tess Gerritsen :D

A Was zostawiam z życzeniami od nas:




środa, 6 grudnia 2017

Wierzycie w Mikołaja?


Jakby to było wczoraj w nocy pamiętam tę wigilijną noc jak miałam około 6 lat. Obudziłam się i zobaczyłam jak mama z tata kładą pod choinką dwie piękne lale.  I już wiedziałam, że to nie poczciwy staruszek z długa biała broda i w czerwonym stroju daje prezenty, a rodzice. Bolało w serduchu...
Dlatego u moich synów będę pielęgnowała tę wiarę tak długo jak się da i dawała im magie świat i tej całej otoczki. 
Co roku mamy kalendarz adwentowy, który pojawia się zawsze pierwszego dnia adwentu i kryje w sobie zawsze coś słodkiego na każdy dzień i jakiś drobiazg. W tym roku mamy Kinder czekoladki i klocki do budowy szopki oraz kilka zadań. Mimiś doskonale wie, że nie wolno zaglądać do poszczególnych skarpetek ( bo w tym roku mamy skarpety) i codziennie z samego rana wyjmujemy zawartość jednej. I bardzo go to cieszy, a ja uwielbiam patrzeć na jego minkę jak wyjmuje rzeczy ze skarpetki i się cieszy.

Co roku 5 grudnia piszemy list do Świętego Mikołaja. Czyścimy buciki i przed snem na oknie zostawiamy tacę, na które są ciasteczka i mleko dla Mikołaja oraz jabłuszka dla reniferów i oczywiście list. Mikołaj dzielnie "zjada" ciasteczka i "wypija" mleczko, a reniferki "zjadają" jabłuszka, a rado Mimiś w bucikach znajduje jakaś grę ( rodzinną) i od zeszłego roku tez video od Świętego Mikołaja - film z Elfi, który jest boski i odkąd go odkryłam w zeszłym roku nie wyobrażam sobie świat bez niego. No dobra po 3 dniach i 50 powtórkach, bo musicie wiedzieć, że Mimiś dzień zaczyna od videa od Mikołaja i kończy tymże, oczywiście w miedzy czasie jeszcze ze 3 razy musi polecieć, także szlag mnie prawie trafia i znam już je od a do zet na pamięć, ale dziecko ma radochę na maxa to co będę mu żałowała. A poza tym to jest tak kapitalna pamiątka na starość.  Na 18 nastke mu zgram wszystkie filmy i puszcze i będziemy wspominali :D
 W tym roku gramy w Pie Face. Bosz, ale śmiechu przy tym. A bita śmietana na twarzy jest mega. Polecam jak coś.

Duże prezenty, te z listu, Mikołaj przynosi na wigilię. Czasami podrzuca je po różnych członkach rodziny, bo u nas wigilie są dość specyficzne i potrafimy być nawet na trzech. Ot koligacje rodzinne. Co nie przeszkadza w tym, że wszędzie bywa Mikołaj. I nie żałuje dzieciom na prezenty. Kurcze zaraz przestana wierzyć w dziadka w czerwonym z biała broda to wtedy będę im tłumaczyła, że drogie prezenty nie muszą być fajne. A teraz niech się cieszą zabawkami, bo kiedy jak nie jako dzieci. Prawda?

Chciałabym aby moi synowie pamiętali święta z dzieciństwa jako coś magicznego, niepowtarzalnego i coś co już im się na pewno nie przydarzy i by umieli przekazać te magię swoim dzieciom kiedyś. Chcę im to wszystko pokazać żeby to jak najbardziej pamiętali. To dla Mimiśka w zeszłym roku polowałam uparcie na 60 metrów światełek by "nasz dom nie był smutny" jak on to powiedział. I nie jest. To dla niego w tym roku poluje na świecącego renifera nie za majątek aby widzieć jego uśmiech na buźce. 

To dla moich chłopaków wczoraj siedziałam do 1 w noc i czekałam aż filmik się zrobi i pakowałam prezenty. Chce to wszystko dla nich. Bo oni są najcenniejszym skarbem jaki mam, a ich dziecięca naiwność i radość już nigdy się nie powtórzy...

wiec wierzę z nimi w Świętego Mikołaja, nawet jak ja nim jestem :D