środa, 1 lutego 2017

Przechorowani ( prawie)


Mogę napisać, że najgorsze chyba za nami. 
Ja już czuje się dobrze. Co prawda meczy mnie, szczególnie wieczorami, kaszel po-infekcyjny i jak mi się kaszlnie to potrafię przebudzić Maleńtasa, co powoduje moją i jego złość. 
Mimisiek już od weekendu śmiga jak oszalały. Jak widać podanie w piątek antybiotyku po 2 dniach ciągłej gorączki dobijającej i nieznacznie przekraczającej momentami 39 stopni, było dobrym rozwiązaniem bo dziecko doszło do siebie w ciągu 24 h od pierwszej dawki. Obecnie antybiotyk się już skończył. Dziecko szaleje, ale zgodnie z zasadą rozsądnej matki zostaje dla bezpieczeństwa do poniedziałku w domu, aby do końca się zregenerować i nie przywlec nowego paskudztwa.
Bo muszę Wam powiedzieć, że to paskudztwo, z którym mierzyliśmy się ja i Mimiś ( a obecnie w trasie Mężah bo go rozłożyło) sprzedała nam sąsiadka. Niby kobieta po 50-tce, matka, babcia, pomoc w przedszkolu a idiotka jakich mało. Bo oto w poniedziałek tydzień temu poprosiła nas o podwózkę ( u nas w ferie autobus szkolny nie jeździ i dzieci się samemu wozi) i wsiadła do auta tak chora, że omal nie wypluła przy mnie płuc i nie zasmarkała nas. Powinnam kazać wysiadać natychmiast, ale liczyłam, że może przez te 10 minut nic się nie stanie... o ja durna... durna.... mam za swoje.
Teraz powiedziałam sobie, że nigdy jej już nie podwiozę bo skoro ona wiedząc, ze mam 7 miesięczne dziecko w domu, Mimiśka pcha mi się chora do auta i ma to gdzieś, że może zarazić to ja będę miała gdzieś, że ona nie ma jak dojechać. Bezpośrednio jej nic nie mogę powiedzieć bo jednak Mimiś chodzi do przedszkola i jest w jej grupie wiec wolałabym nie narażać go na jakieś nieprzyjemności, ale można po ciuchu. Od czego są wymówki prawda? Bo do tej pory pomagałam jej, ale się skończyło i basta. 

Martwi mnie jeszcze Mężah bo z rozmów telefonicznych wiem, że nie jest w najlepszym stanie. A biedak czekał na załadunek 2 dni bo oczywiście skoro załadunek wyznaczono na rano w środę, Mężah był we wtorek po południu to przecież można kazać mu kwitnąc pod firmą do czwartku. Co tam człowiek, co tam brak sanitariatów, ważne, że jeden z drugim ma ciepło w dupę i pójdzie spać do domu, a bajzel go nie obchodzi. Cóż rzeczywistość pracy kierowcy.
Ale wracając do tematu to Mężah wraca. Będzie jutro wieczorem, albo w nocy. Na piątek już mu umówiłam wizytę do lekarza bo obawiam się o niego. w ciągu 2 miesięcy druga poważna choroba. Jakaś masakra.

Przy okazji weźmie receptę na mleko dla Maleńtasa. Bo musicie wiedzieć, że nasz najmłodszy członek rodziny przez ostatnie 3 tygodnie zafundował nam małe piekło na ziemi i ograniczył ilość snu do ledwo 2-4 h na dobę, a proporcjonalnie wprost odwrotnie zafundował nam ilość płaczu i dzikich wrzasków. Najpierw wkroczyliśmy z Bebilonem Pepti ( cóż historia zatoczyła koło bo Mimiś w podobnym wieku tez musiał przejść z tego samego powodu czyli nietolerancji laktozy na to samo mleko) i probiotykiem i kiedy wydawało się, że zaczynamy wychodzić na prostą znowu zaczęły się akcje. Tym razem spróbowaliśmy z Sab Simplexem bo obawialiśmy się jeszcze kolek i wyszło, że pomogło czyli mogły być kolki. Jakaś masakra. Serio.

Dobrze, że w tym wszystkim Mimiś chociaż nie ucierpiał bo miał pełną labę i z bezsilności i zmęczenia i odpuszczonych wiele zasad ( chwilowo) i nieograniczany czas na tablecie i przed TV ( już wracamy do normy, ale innego wyjścia nie było bo człowiek się nie rozdwoi).
Niestety opieka nad dwojgiem dzieci, z których obydwoje jest chorych to masakra. Najgorsza była noc kiedy Mimiś miał wielka gorączkę, a Maleńtas płakał.  Chociaż z tym sobie poradziliśmy. To była jedna noc. Zdecydowanie trudniej poskromić teraz Mimiśka, jak jest zdrowy i szaleje i wymyśla różne dziwne zabawy i wrzeszczy jak usypia się Maleńtasa i go budzi. Nie wiem czemu, ale ten moment jest ulubionym Mimiśka na wszelkie szaleństwa. Jak Maleńtas śpi to może siedzieć bez ruchu i cicho, ale jak Maleńtasa usypiamy to potrafi być wyjątkowo głośno i akurat wtedy krzyczeć. Cóż dzieci....


P.S. Przygotowuje się po troszku na uregulowanie Maleńtasa. Szczególnie wieczorów i poranków bo jak na złość wtedy me młodsze dziecko jest nad aktywne, a i starszym trzeba się zająć. W końcu jeszcze kilka dni i trzeba ponownie wskoczyć w przedszkolny rytm co oznacza, że rano musi być śniadanko dla Mimiśka i trzeba zdążyć na 8.10 na autobus, a potem odebrać i wieczorem dać kolacje i zająć się kąpielą. I trzeba to wszystko pogodzić miedzy tymi dwoma małymi facecikami.
Swoją drogą tęsknie za przedszkolem Mimiśka. I za cisza i spokojem w domu hahaha








6 komentarzy :

  1. Oj święta prawda, mama zajmująca się chorymi dziećmi musi wyzdrowieć w dwie godziny, bo na chorowanie czasu brak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby w dwie najlepiej to w 15 minut bo jak zdychasz to jestem najbardziej potrzebna wszystkim wokoło i ciut świat się nie skończy i wszyscy pomra z głodu, nieznalezienia rzeczy i innych problemów jak się położysz.

      Usuń
  2. Ja też mam takich dwóch facecikow w domu,tylko z mniejszą różnicą wieku niż u Ciebie. Wszystko rozumiem, naprawdę. Też myślisz że jak mogłaś myśleć przy jednym dziecku ze jesteś zmęczona albo nie masz czasu 😀😉😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt. W ciągu tych 2 miesięcy zapomniałam co to jakiś film i w ogóle dłuższy odpoczynek. Ale liczę, że jeszcze tak z półtora roku i się wyspie i choć trochę odpocznę hahah
      Już chłopakom obiecałam, że za ich pierwsze wypłaty ( każdego z osobna żeby nie było) matka jedzie do SPA a tydzień.

      Usuń
  3. Cieszę się że już lepiej:-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Jak jeszcze Maleńtas zakończy swój skok rozwojowy i podejmie decyzje co do jakiegokowiek planu dnia to będzie super.

      Usuń